fot. Łoskot

To pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy po przebudzeniu. Być może było to także moje pierwsze słowo jednak minęło tyle lat że nikt z pewnością już tego nie pamięta.
Zdarzają się takie chwilę w moim życiu, że usiądę i naprawdę tę kawę wypije, jeszcze ciepłą, pachnącą. Częściej jednak kawę pije w biegu, w łapczywych łykach, między zmianami pieluchy, rehabilitacją dzieci, podawaniem leków, między jednym krokiem a drugim.

Ten blog będzie jak picie kawy – nie będzie systematyczności, nie będzie długich postów, nie będzie caffe latte. Będzie espresso.
Szybkie, małe i w ciemnych barwach.

Bo jak tu znaleźć dłuższą chwilę na leniwe cappuccino, kiedy w domu kilkumiesięczny wcześniak na etapie rozwoju 2 miesięcznego maleństwa, który nie umie nawet utrzymać główki, 5 latki śpiącej na monitorze oddechu która co noc walczy o oddech i nastolatki zamiast szpilek przymierzającej kolejny sprzęt ortopedyczny.

W tej sytuacji sami rozumiecie że Matka musi być na dożylnych dawkach kofeiny 😉

Rozgośćcie się wiec i napijcie się ze mną kawy!