child-72724_1280
W tamten czwartek wróciłam z Zuzą ze szpitala na Niekłańskiej.
W poniedziałek pojechałam na Trojdena, w wtorek byłam w Józefowie.
Wczoraj o 16:00 wróciłam z Kazikiem z neurologii.
O 19:00 pojechałam na z Zuzą na ostry dyżur.
 
W tym roku to nasz trzeci pobyt w szpitalu.
Od listopada szósty.
Nie umiem zliczyć który raz przez te kilka ostatnich lat.
 
Mam wprawę w pakowaniu torby szpitalnej i w szybkim przepakowywaniu jej na następny wyjazd na oddział.
Kosmetyczki mam dwie – wakacyjną i szpitalną.
Kazika ciuszki pakuję z zamkniętymi oczami – wiem które rzeczy są do szpitala – te gorsze i brzydsze, bo z wenflonów często tryska krew a krew ciężko później odprać więc w razie czego nie szkoda mi tych rzeczy po prostu wyrzucić.
Mam także specjalny materac – wielofunkcyjny. Może być fotelem z oparciem tak żeby można było wygodnie karmić dziecko, łóżkiem do spania a kiedy jest dzień można go szybko złożyć na trzy i wsunąć pod szpitalne łóżeczko.
Idealnie znam rozkład szpitala na Niekłańskiej i w Dziekanowie Leśnym – wiem gdzie kawa jest lepsza, gdzie muszę zabrać dodatkowe jedzenie bo nie będzie gdzie kupić, która ‚ciocia’ jest sympatyczna a która nie ale np. dobrze i szybko zakłada wenflony. Znam drogę na skróty na EEG i wiem jak wyjść po kanapkę z sali RM.
Wczoraj Marianna miała zakończenie roku w szkole. Wyjątkowy dzień, odświętnie ubrani rodzice, każdy miał kwiaty dla nauczycieli…. A ja? Ja wybłagałam lekarkę prowadzącą na neurologii żeby zrobiła nam wypis wcześniej żebym mogła zdążyć na przedstawienie do dziecka… Wpadłam do szkoły w ostatniej chwili, lekko tylko wykąpana, w pomiętych, byle jakich ciuchach, ze związanymi w kitkę włosami, praktycznie bez makijażu, padająca na pysk po dwóch nieprzespanych nocach… Nie muszę chyba opisywać jak się czułam wśród wyperfumowanych, pięknie ubranych mam :( Kwiatów nie zdążyliśmy już kupić po drodze. Mariannie piękną różyczkę dla wychowawczyni pożyczyła jedna z mam (dziękujemy ;))
Dziś oficjalnie zaczęły się wakacje.
Widzę na fejsbuku jak moi znajomi chwalą się już rozpoczętymi urlopami, pobytami w SPA, nowymi paznokciami ‚na wakacje’ i spontanicznymi wypadami do kina.
Ja na naszym fb ‚kazikowozuzowym’ – już nawet nie prywatnym, bo ileż można truć tyłek znajomym? – pokazuję zdjęcia z nowych szpitalnych sal…
Ale! Żeby nie było zbyt pesymistycznie … Widzę także pozytywy w tej całej sytuacji.
po pierwsze primo: moje włosy są nieprzetłuszczające się co daje mi przewagę nad innymi ‚szpitalnymi’ mamami, które biedne muszą myć włosy codziennie – ja przeważnie na głowie wyglądam ‚świeżo’ :)
po drugie primo: nie zmieniam fryzur, nie farbuję włosów a moje końcówki rzadko się rozdwajają więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do fryzjera chodzić raz na dwa i pół roku buhehe
po trzecie primo: mam dość mocne paznokcie i maluję je sama, nie miałam nigdy tipsów, żeli czy innych hybrydów na pazurach więc nie wiem co tracę 😀
po czwarte primo: ubieram prawię wyłącznie na czarno, więc mało kiedy widać plamy i nie muszę przy okazji inwestować w nowe ciuchy w aktualnie najmodniejszych kolorach 😉
Z pewnością pozytywów jest dużo więcej i być może nawet bym je znalazła i Wam tu opisała gdybym nie była tak strasznie zmęczona tym wszystkim… Gdybym nie miała tak bardzo dość życia na oddziałach, w przychodniach i w codziennej drodze na rehabilitacje czy do lekarzy…
  1. Nie napiszę, że wyobrażam sobie jak Ci ciężko, bo sobie nie wyobrażam… Podziwiam kazdego dnia siłę i determinację, jaką w sobie znajdujesz żeby walczyć o te cudowne maluchy. I jestem przekonana, że Twoje dzieci mają najcudowniejszą Matkę na świecie, co z tego że poczochrana i w pomiętym Tshircie, dla nich jesteś najlepsza 💖 A Ty Matko znajdź w te wakacje 2 godz. tylko dla siebie i idz zrob hybrydy💅 albo niech Cię ktos pomasuje 💆 taki samotny relaks jest potrzebny, aby pozbyć się złych emocji i doładować baterie. Przesyłam Wam wszystkim morze pozytywnej energii 💪💙

Zostaw komentarz