kofka3

A gdyby tak…

Matka Kofeina powstała trochę ponad rok temu, kiedy to już wyraźnie było widać, że Miś nie będzie rozwijał się tak jak powinien. Już wtedy Miś był podopiecznym Fundacji, więc pomysł wyszedł z potrzeby pokazania osobom nas wspierającym, jak dzięki ich hojności Miś idzie do przodu – stad żebroblog. Drugą kwestia było to, że miałam wtedy ogromną potrzebę wyrzucenia z siebie emocji, które czułam – złości (że kolejny raz nie udało mi się donosić ciąży), żalu (że tak to wszystko się potoczyło), zazdrości (że mój syn nie rozwija się tak, jak inne dzieci) i strachu (że z jego zdrowiem może być tak źle, jak przewidywali lekarze). Z tej mieszanki powstał żebroblog o wdzięcznej nazwie Matka Kofeina. Skąd taka nazwa, wyjaśniłam w wywiadzie dla Kwartalnika Laktacyjnego KLIK  :)

Spalam się, dla Ciebie spalam się.

Przez cały ten czas, mniej lub bardziej regularnie pisałam o o rehabilitacji Misiów, o ich postępach, spadkach formy i sukcesach. O tym,że dziś rehab tu, jutro tam, ośrodek lepszy-gorszy, ćwiczenia takie, zabawy srakie – w dzień jeździłam z nimi na zajęcia i do lekarzy lub koczowałam w szpitalach a wieczorami opisywałam to co się działo. Jednym słowem siedziałam po uszy w niepełnosprawności. W realu i w internetach. Dodatkowo cały czas robiłam warsztaty z masażu Shantala, prawie zupełnie ‚przerzucając’ się na wcześniaki (bo co to za wyzwanie uczyć rodziców zdrowych niemowlaków 😉 ), dwa razy zrobiłam „neurorozwojówkę” i niezliczoną ilość specjalistycznych kursów oraz brałam udział w kilku konferencjach ‚w temacie’. Chłonęłam wiedzę a później pisałam teksty w internetach dla portali i gazet, odpowiadałam na maile i wiadomości na fb, z ramienia Fundacji „WCZEŚNIAK” prowadziłam grupy dla rodziców wcześniaków, udzielałam się na kilku grupach o tematyce wcześniactwa i niepełnosprawności, angażowałam się w różne akcje. Oprócz ośrodków w których rehabilitują się Misie, dodatkowo ćwiczyłam z nimi w domu kilka razy dziennie: ćwiczenie nóżek, rączek, masaż oczka, buźki… Robota paliła mi się w rękach. Aż w końcu zapaliłam się tak do roboty, że… wypaliłam się…

Mama ma być mamą…

Któregoś dnia, od najmądrzejszych osób jakie znam, usłyszałam wiele mówiące zdanie „Mama ma być mamą a nie rehabilitantką”. Była wtedy zapisana na kurs terapii ręki oraz komunikacji alternatywnej i wspomagającej i zastanawiałam się, jak to wszystko ogarnąć czasowo i finansowo. jestem cholerną perfekcjonistką, więc we wszystko angażuje się na 100%. A wtedy właśnie poczułam, że się nie da rozwieść dzieci do ośrodków i być absolutnie zaangażowanym kursantem. No kura, jakkolwiek bym nie spinała pośladów to SIE-NIE-DA! I właśnie wtedy dziewczyny z Dzielnego Misia kazały mi odpuścić. Zrezygnować z kursów i zająć się byciem mamą. Cały czas brzmią mi w uszach słowa jednej w nich: „Ty się zajmij sobą a ja zajmę się Twoimi dziećmi”.

Uff, dziś jestem im za to bardzo wdzięczna, bo w pewnym momencie, zamiast bawić się z Misiem strofowałam go ciągle „Nie tak ręka”, „Weź tę nogę inaczej ustaw” – co w gruncie rzeczy doprowadziło do tego, że Miś funkcjonował cały dzień , jakby był na terapii, nie mógł odpocząć w domu. Przetrenowanie – murowane! Była zmęczona i zestresowana. Nie miałam w pewnym momencie już ani czasu ani ochoty pisać jeszcze tutaj na MK. Posłuchałam. Odpuściłam.

A co z parentingiem?

Przez kolejne kilka miesięcy żebroblog leżał odłogiem. Raz na jakiś czas pojawiały się wpisy o tym co słychać u Misiów, przez chwilę pisałam o zmarłym synku, co jednak nie przynosiło mi ulgi, ale nie miałam serducha do prowadzenia tej strony. Wiele osób przestało obserwować MK, ruch na stronie siadł a statystyki makabrycznie poleciały w dół. Nigdy nie zwracałam uwagi na te podstrony, gdzie pokazywane są dokładne statystyki (tak, wiem, powinnam – zwraca mi na to uwagę wiele koleżanek blogerek ;)) ale przebiegły Facebook zaczął pokazywać tę czerwoną strzałkę skierowaną w dół od razu przy przelogowywaniu się na fanpejdża. To umocniło mnie w przekonaniu, że chyba już czas rzucić to w cholerę. Gwoździem do trumny okazał się fakt, że prowadząc tego typu żebrobloga a więc miejsce, gdzie największa uwaga skupiona jest na pozyskiwaniu pieniędzy od darczyńców na dalsze leczenie i rehabilitację dzieciaków oraz na pokazywanie efektów jakie osiągają dzięki tym funduszom zebranym na subkontach Fundacji, czuje się ogromną presję bycia totalnie poprawnym politycznie, religijnie i społecznie. No po prostu ‚zwykła lura’ a nie Kofeina. (Jakiś czas temu spłodziłam posta w tym temacie, możecie go przeczytać tutaj: KLIK Zachęcam, gdyż idealnie oddaje marazm, w jakim się znalazłam.)

Niechybnie MK zniknęłaby z żebroblogosfery (ależ konstrukcja 😀 ), gdyby nie spotkanie z moją dobrą koleżanka, która jednocześnie jest dla mnie autorytetem i mentorką w biznesie. Zupełnie przypadkiem, podczas rozmowy wypłynął na światło dzienne wątek prowadzenia MK i pomysłu na siebie w życiu. I Jej pytanie: „A co z parentingiem?” No właśnie, co? Wracając tamtego dnia do domu, dużo rozmyślałam o tym, co od Niej usłyszałam. Tego wieczora i w kolejnych dniach szukałam odpowiedzi na Jej pytanie. Rozkminiałam co lubię a co mnie ogranicza w MK. Czy definitywnie zamknąć tego żebrobloga i schować swoje dyplomy głęboko do szuflady. W międzyczasie zrealizowałam przedwakacyjny pomysł Dziewczynek na projekt zupełnie odmienny niż MK ale pozostający w temacie który kocham czyli DZIECIAKI. (wpis o projekcie czytaj tu: KLIK)

Już miałam skupić się wyłącznie na rozkręcaniu jedynie tego projektu,  kiedy wyraźnie poczułam, jak bardzo będzie mi brakować żebrobloga MK kiedy zniknie, bo tak fajne osoby poznałam dzięki niemu, tak dużą wiedzę zdobyłam w czasie, kiedy go prowadziłam. Z drugiej strony, wiedziałam także, że nie mogę go dalej prowadzić w takiej formie jak dotychczas, czyli zajmować się jedynie wcześniakami, niepełnosprawnością i śmiercią. Nie mogę kisić w sobie tego, co chcę napisać, tylko dlatego, że nie wypada mi jako żebroblogerce głośno mówić tego co myślę.

Żebro – blog

Rozwiązanie przyszło samo.

Matka Kofeina to JA!

Już sama nazwa obliguje do zmiany spojrzenia na tematykę postów – to nie powinien być żebroglog o dzieciach a blog Matki – z jej poglądami, spojrzeniem na sprawy rodzicielstwa. Blog Matki, która zdobyła pewną wiedzę i chciałaby się nią podzielić z innymi rodzicami, zarówno zdrowych jak i niepełnosprawnych dzieci. Nie ucieknę nigdy od choroby swoich dzieci ale mogę sprawić, że myślenie o tym nie będzie wypełniało całego mojego i reszty rodziny życia. Pewne fakty w życiu trzeba zaakceptować i pogodzić się z nimi. Zacząć słuchać osób, którym ufamy, skończyć bezowocne miotanie się między ‚cudownymi uzdrowicielami’ i zwolnic tempo. Znaleźć spokój. A wtedy przyjdzie czas na wsłuchanie się w siebie i poczucie czego nam potrzeba, czego chcemy. W spokoju przyjdzie czas na refleksję. Nie oznacza to oczywiście porzucenia starań o lepsze jutro, o sprawność dzieci a jedynie wybrania spośród ogromu możliwości tych elementów, które rzeczywiście działają, są pewnikiem.

BLOG

Moi Drodzy, witajcie na BLOGU Matki Kofeiny.

Matki trójki wcześniaków, w tym dwójki z niepełnosprawnością, która okropnie nie cierpi letniej i słabej kawy! Matki świadomej swoich ograniczeń ale mającej w sobie odpowiednią dawkę kofeiny, żeby mieć jasno sprecyzowane poglądy na pewne kwestie oraz wiedzę, którą może się podzielić podczas spotkania przy kawie :)

Żegnamy ‚letnią lurę’ w żebroblogach a w blogosferze witamy mocno kofeinową Matkę Kofeinę.

No, także tego… Cześć Wam 😉

********************************************

PS. Ej, przez chwilę poczułam się jak kobieta-szpieg odkrywająca swoją prawdziwą tożsamość 😉 Nazwisko zobowiązuje (SPYrczak) hehe. Ale chcę żebyście wiedzieli, że tak naprawdę to będzie taki ‚półżebroblog’ bo naturalnie bez zmian pozostają posty informacyjne o stanie zdrowia Miśków oraz info o akcjach charytatywnych, które pozwolą nam na zebranie funduszy na dalszą rehabilitacje dzieciaków. Treści o niepełnosprawności, wcześniactwie a także ‚baza wiedzy’ będą się przeplatać z postami typowo parentingowymi oraz eksperckimi w proporcjach 1:1 😉

A już niebawem zaproszę Was na pierwsze spotkania dla rodziców oraz opiekunów dzieci w ramach Akademii Rodzicielstwa 😀

 

 

  1. Super :) Czekam na wpisy, jesteś fajną, twardą babką i chętnie poczytam przy kawce co myślisz na różne tematy ostatnio mniej lub bardziej modne w rodzicielstwie. Uwielbiam Twoje dzieciaki, ale chętnie poznam Matkę Kofeinę :)
    Powodzenia, bądź sobą :)

Zostaw komentarz