32x976

Znowu nie było mnie tutaj sporo czasu a to przez jakiś armagedon chorobowy.

Masakra jakaś! Miesiąc chorowania!

A było tak…

Za górami, za lasami…

Na pięknej podwarszawskiej wsi polskiej, wśród lasów i pól zagościł jakiś okropny, cholerny wirus i rozłożył całą kofeinowo-misiową rodzinę :(

Zaliczyliśmy: przeziębienie, zapalenie gardła, anginę, mononukleozę, zapalenie jamy ustnej, zapalenie dziąseł, afty, uczulenie na kolejne leki – a w bonusie Miś dostał ból i gorączkę spowodowaną wychodzeniem czterech piątek na raz (zębiszczy ma się rozumieć).

Oczywiście nie było mowy o rehabilitacji, szkole, przedszkolu ani relaksujących spacerkach (sprostowanie – kiedy dzieciaki są chore wychodzimy na spacery bo to bardzo dobrze im robi – jednak tym razem dreptanie spacyfikowała bardzo duża gorączka).

Perypetii z lekarzami nie będę Wam opisywać, bo to nie na moje zszargane nerwy. Napiszę tylko: kwak! (wrrr)

Sytuacja w pewnym momencie zrobiła się na tyle poważna, że walczyliśmy już o to, żeby Miś nie skończył na oddziale szpitalnym :(

I żyli długo i szczęśliwie…

Na szczęście po kolejnej wizycie u kolejnej pani doktor i kolejnej partii leków sytuacja została opanowana :)

Teraz chucham i dmucham na Misie, nalewki magiczne do gardeł im wlewam – żeby tylko odbudować odporność.

Macie może jakieś sprawdzone sposoby na odporność u dzieciaków? Jeżeli tak, to bardzo Was proszę, żebyście się podzielili wiedzą z Kofką!

I trzymajcie się cieplutko :*

Zostaw komentarz