014_dsc_0504-732x488

Szpital

Od ostatniego pobytu Misia w szpitalu minęło ok 5 miesięcy.

To dużo i mało – zależy czy brać pod uwagę jak często w poprzednich miesiącach i latach trafiał do szpitala.

Tym razem trafiliśmy na SOR z dusznościami, wymiotami i ogólnie ‚śniętym’ dzieckiem. Ujawniła się także padaczka.

Tak jak z pierwszym razem, kiedy Miś miał zapalenie płuc i wirusa RSV, tak i teraz moje przeczucie okazało się prawdziwe. Od razu wysłano nas na zdjęcia rentgenowskie i potwierdzono kolejne zapalenie płuc.

Miś dostał dożylnie antybiotyk i jak to on, szybko doszedł do siebie :)

Zapalenie płuc

U naszego syna taki stan jak zapalenie płuc nie daje na początku żadnych większych objawów. Fakt – od września co chwilę był przeziębiony i kaszlał ale jeździliśmy do lekarzy, dostawał antybiotyki (jestem przeciwna antybiotykoterapii i staram się nie podawać ich – do tej pory udawało mi się to przy dziewczynkach, natomiast przy Misiu mit niezaantybiotykowanego dziecka runą :( ). Osłuchowo zawsze było ok.

Do wiecznych katarów w pewnym momencie doszły ataki padaczki. Oraz kaszel…Matko, jak on kaszlał! W pewnym momencie tak kaszlał, że z tego kaszlu wymiotował. I duszności, brak tchu. Gorączki dalej brak.

Wtedy już byłam pewna, że coś jest nie tak. Przypomniałam sobie, że podczas jego pierwszego zapalenie płuc było podobnie.

Efekty

W szpital Miś miał stos dodatkowych badań np. z krwi. Testy alergologiczne. Badanie usg brzuszka w celu stwierdzenia, czy organy wewnętrzne nie zostały uszkodzone i czy wszystko jest ok. Badanie jelit. I jeszcze to i jeszcze tamto – niektóre nawet nie wiem w jakim celu 😉

Pani ordynator, która codziennie badała Misia stwierdziła, że niestety płucko jest uszkodzone na stałe :(((

Nie słychać żadnych szmerów ale obraz rtg pokazuje zmiany, których nie można odwrócić.

Dowiedziałam się także, że Miś musiał przejść jeszcze wcześniej zapalenie płuc – między tym pierwszym a tym teraz. Ile? Tego nie wiem. Jedno jest pewne… nie zauważyłam u swojego dziecka zapalenia płuc! Przegapiłam! Jest mi z tym cholernie źle…

To zapalenia płuc (leczone i nie) oraz wcześniactwo, respirator, cpap, RDS czyli zespół zaburzeń oddychania, wielomiesięczna tlenoterapia, przebyty RSV (groźny wirus) i mnóstwo innych czynników wpłynęło na ogromne osłabienie odporności i nieodwracalne zmiany.

Do tego dzieci z porażeniem mózgowym są zdecydowanie bardziej narażone na groźne powikłania przy tego typu chorobach. Miś ma zwiększone zaleganie śluzu po stronie porażonej części ciałka a także słabe mięśnie nie pozwalają na skuteczne odkrztuszanie.

To co u zdrowego dziecka kończy się katarem u dziecka z mpd może skończyć się szpitalem a wielu wypadkach, szczególnie przy dzieciach leżących, nawet śmiercią…

Skończyliśmy szpitalny antybiotyk dożylnie a teraz czeka nas przyjmowanie kolejnego doustnie, już w domu. Przewidywany czas leczenia to ok miesiąca. Nie mamy w tym czasie rehabilitacji, SI ani terapii ręki (trzeba unikać jakiegokolwiek wysiłku), pracy z ukochaną panią psycholog czy z neurologopedką (trzeba unikać dużych skupisk ludzi), nie chodzimy oczywiście do przedszkola (trzeba unikać miejsc gdzie jest dużo dzieciaków i zarazków). Jednym słowem jesteśmy udupieni w domu do przyszłego roku! Po tym czasie możemy powolutku wracać do codziennej aktywności jednak kwestia przedszkola jest do przegadania. Lekarze w szpitalu stanowczo odradzają wysyłanie Misia do przedszkola dopóki jest mały.

Każdy kaszel Misia, może zwiastować kolejne zapalenie płuc – ale teraz chyba będę już z każdym kaszlnięciem biegać do lekarza hehe

 

PS. Szukam kreatywnych zabaw z chorym dzieckiem, które nie może wychodzić do ludzi przez miesiąc aaa! Nie wiem kto pierwszy zgłupieje w domu – Matka czy Miś…

 

 

Zostaw komentarz