fragmenty ksiązki Gdy...

26.01.2016

* W dniu, w którym malutkie serduszko mojego Synka przestało bić, zaczęłam pisać tę książkę.

27.01.2016

* Kiedy wiedziałam, że to już koniec, upięłam włosy, zrobiłam odświętny makijaż i pojechałam do szpitala. Chciałam żeby wiedział, że dla mamy jest kimś ważnym, kimś wyjątkowym. Przecież na pogrzeby ubieramy się elegancko, z szacunku dla zmarłego.

* Pojechaliśmy do szpitala, gdzie podobno najlepiej ronić.

„Nie mamy miejsc na ginekologii. Musi pani poczekać. A może przyjedzie pani jutro?” – słyszę.

„Ale możemy tylko sprawdzić?’”– pytam.

„Dobrze, sprawdzimy. Ale pani poczeka na zewnątrz, a teraz przyjmiemy Panie na zabieg”

Usiadłam na korytarzu, wśród mnóstwa ciężarnych kobiet. Obok za ścianą słychać na KTG głośne bicie serduszek. Upajam się tym dźwiękiem, czując, że nigdy nie usłyszę już bicia serduszka naszego Syna.

* Leżę tam, czekam na powtórne USG. Krew leje się ze mnie. Wchodzi Pan doktor i nie zwracając na mnie uwagi, zaczyna opowiadać coś śmiesznego Pani doktor, która przed chwilą powiedziała mi, że nasz Syn umarł. Nie wiem, co z takim uśmiechem opowiada doktorce, nie słyszę, słowa zagłusza mój głośny płacz.

28.01.2016

* Tak bardzo…

* Pojechaliśmy na dawno zaplanowaną sesję zdjęciową. Jeszcze byłam w szoku, jeszcze chciało mi się wyjść do ludzi i rozmawiać. żeby zagłuszyć żal. Ale wśród mnóstwa czerwonych, walentynkowych balonów w kształcie serc nie mogę wykrzesać uśmiechu.

„Chcecie takie depresyjne zdjęcia? Na stypę jedziecie?” – pyta fotograf.

Co prawda czekamy na pogrzeb naszego Syna, ale stypy chyba nie będziemy robić.

29.01.2016

* Czuję, jakby moje serce miało za chwile pęknąć. Rozsypać się na tysiąc drobnych kawałeczków.

30.01.2016

* Niektóre osoby dziwią się „Jak to widziałaś go? Przecież to tylko kropka”. Poronienie kojarzy się z wydaleniem jakiś tkanek, które nie są jeszcze człowiekiem. Jednak poronieniem nazywamy ukończenie ciąży przed 22 tc jej trwania. Czyli to DZIECKO może mieć zarówno kilka milimetrów albo kilka centymetrów jak mój Syn. A nawet 25 cm. Czy moi drodzy dziwiący się Państwo, spuścilibyście w kiblu 20 centymetrowe, zupełnie ukształtowane ciałko?

* M: „Mamo, a braciszek umarł jak już wyciągnęliście go z brzucha czy w brzuchu?”

Ja: „W brzuchu jeszcze kochanie”

M: „A jak umierają dzieci w brzuchu?”

Ja: „Ich serduszko przestaje bić. I umierają”

M: „Aha” .

Dla dzieci wszystko jest takie proste.

* Leżał tam. Kilka centymetrów ciałka. Maleńkie rączki, nóżki. Trochę za duża główka w stosunku do reszty ciałka. Duże czarne oczęta. Przez skórę cienką jak pergamin widać było serduszko. Miniaturka zupełnie ukształtowanego dziecka leżąca w metalowym wiaderku.

30.01.2016

* Dlaczego tak niewiele osób pyta jak się czuje ojciec? Facet musi być silny, niewzruszony i nie rozpaczać nad poronionymi płodami. A przecież to także jego dziecko.

* „Jestem wyrodną matką” – powiedziałam – „Nie wzięłam Go na ręce i nie przytuliłam”

„Jak miałaś to zrobić?” – zapytał.

„Normalnie. Wyjąć z metalowego wiaderka i przytulić. Przecież widziałam jak tam leży”

* W piątek był pogrzeb. W sobotę pojechaliśmy całą rodziną zapalić świeczkę na Jego grobie. Dobrze, że ma swoje miejsce spoczynku. Że mogliśmy Go pochować. Bardzo mi to pomogło. Każdy rodzic zmarłego dziecka powinien mieć takie miejsce, gdzie może przyjść, zapalić znicz, porozmawiać ze swoim dzieckiem. Każdy rodzic powinien wiedzieć, że jego dziecko nie stało się odpadem medycznym.

31.01.2016

* W pewnych momentach przychodzi ogromna rozpacz. Żal taki, że mam wrażenie, że zaraz rozszarpie moje serce! Smutek. I przytaczająca świadomość, że nigdy Go nie zobaczę, nie przytulę, nie będę Go karmić, przebierać, kołysać. Że nie zobaczę jego pierwszego uśmiechu, pierwszych kroczków. Moment, w którym zdałam sobie z tego sprawę, był tak przytłaczające, że funkcjonowanie we względnie dobrej formie przestało być możliwe. Mam jedynie nadzieje, że jednak jest jakieś ‚niebo’ po śmierci. Że On na nas patrzy i opiekuje się nami. Przecież niemożliwe jest, że kres wszystkiego nadchodzi wraz ze złożeniem do ziemi maleńkiej, białej trumienki. Niemożliwe, prawda?

* Byłam dla niego początkiem i końcem. Byłam grobem, dla mojego dziecka.

01.02.2016

* Martw macica.

* Dziś są moje urodziny. Obchodzilibyśmy je razem.

08.02.2016

* M: „Niebo jest jak śmietnik dla ludzi. My kiedyś też pójdziemy do kosza.

09.02.2016

* Na grobie u Synka tak pięknie.

* Dokładnie rok temu walczyliśmy o życie naszego pierwszego Syna. Wygraliśmy tę walkę. On wygrał. Teraz śmierć zabrała nam drugiego Syna. Przegrał. Czy życie może być aż tak okrutne?

* Stałam nad grobem Syna, kiedy z nieba zaczął spadać grad. Białe kulki odbijające się o granitową płytę. Spadał na moje włosy, dłonie, rozpływając się i mocząc mi płaszcz. Dreszcz zimna przeszył moje ciało. I wtedy pomyślałam, że Synkowi musi być zimno. Że to malutkie ciałko marznie w zimnej, mokrej ziemi. Że powinien siedzieć bezpiecznie w ciepłym matczynym brzuchu i ssać kciuk. Zamiast tego marznie. Otulam Cię Synku w myślach ciepłą kołderką.

* Wychodzę z domu tylko po to, żeby robić zdjęcia. Wtedy nie myślę o Tobie Synku. Wtedy skupiam się na momencie spustu migawki. Fotografuję w makrze, te wszystkie rzeczy tak małe, że umykające przed wzrokiem.

* Spotkana na spacerze sąsiadka: „No cóż, musisz to sobie jakoś wytłumaczyć i zapomnieć.” Aha.

10.02.2016

* Najbardziej chyba żal mi tych kobiet, które poroniły bardzo wczesne ciąże. Bo tym kobietom społeczeństwo praktycznie odbiera prawo do przeżywania żałoby.

* A może jednak żal mi bardziej tych kobiet, które odbierają dwudziestotygodniowe płody w wiaderku po „Śledziach morskich”…

* Czy byłoby mi łatwiej, gdyby nasz Syn był zaledwie czarną kropką na USG, kilkumilimetrowym zarodkiem a nie przypominającym człowieka płodem, z paluszkami u rąk i nóg? Nie, byłoby równie trudno. To nie wielkość dziecka decyduje o poczuciu starty a zaangażowanie emocjonalne.

* A: „Jest dużo łatwiej, kiedy dziecko umiera od razu po porodzie. Nie zdążysz się do niego przyzwyczaić.”

* E: „Tak bym chciała mieć jakąś pamiątkę po swoim dziecku. Oddałabym wiele, żeby chociaż przez krótki czas z nim być, poznać je, żeby żyło chociaż kilka tygodni, miesięcy”

18.02.2016

* A przed domem zasadzę magnolie. Będziesz z góry patrzył jak pięknie kwitną.

25.02.2016

* Tak za Tobą tęsknię Synku.

* Dziś minął miesiąc, odkąd umarłeś w moim łonie. Co dzień myślę, jak byś teraz wyglądał, co już byś umiał. Patrzę na Twojego starszego brata i wyobrażam sobie jak byście się razem bawili, jak śmiali, jak kłócili. Patrzę na Jego oczka i myślę, że Twoje też byłyby błękitne, patrzę na Jego blond loczki i wiem, że Twoje włoski byłyby takie same. Tak niewiele brakowało Synku.

* Dziś nie mogłam być u Ciebie na grobie, tak jak to robię co tydzień. Zapaliłam świecę w domu. Ogień parzył mi opuszki palców. Jednak ten ból nie przykrył bólu, jaki czuję po stracie Ciebie kochanie.

29.02.2016

* Mija miesiąc od kiedy pochowaliśmy naszego młodszego Syna. Właśnie dziś starszy Syn zaczyna mocno wymiotować – odwadnia się, cały czas śpi, słabnie a mnie dopada obezwładniający wręcz strach! Że teraz On! Że to coś poważnego. Po pewnym czasie starszy Synek zdrowieje ale ja zostaję z przekonaniem, że nigdy nie pozbędę się ogromnego lęku o życie moich pozostałych dzieci. Że wypowiadane do siebie samej zdanie „nas to nie spotka” to frazes, powtarzany na uspokojenie galopującego ze strachu serducha. Wszystko może nas spotkać, śmierć naszych dzieci także.

01.03.2016

* Czuję się rozdarta. Rzucona między jej „Przestań rozpamiętywać, masz dla kogo żyć” a moim „Chciałabym być z Nim”. Czuję się rozdarta między dwoma światami. Nie wiem co wybrać. Pragnę być tutaj z Nimi a jednocześnie być tam, z Nim.

26.02.2016

*  Siedzę z nią przy stole.

„Nie przesadzaj! Masz inne dzieci, wiesz jak to jest urodzić” – mówi.

Milczenie.

„Nie wiem, co będzie z tym okiem. Boję się, że zupełnie przestanę na nie widzieć” – mówi ona.

„Nie przesadzaj. Masz drugie oko, wiesz jak to jest widzieć normalnie” – odpowiadam.

Milczenie.

„Późno już”

Wychodzi.

 

Fragmenty mojej książki „Gdy odchodzi dziecko”.

Może niedługo ją wydam. Jeszcze nie wiem.

Wiem, że jest potrzebna. Nie wiem, czy w takiej formie.

maks

 

 

 

  1. Uważam,że ksiazka byłaby warta przeczytania. Mojemu dziecku przestalo serduszko bic w 8/9 tyg. Bylam zalamana. Kazdego dnia dotykalam brzuszka, glaskalam. Swiat mi sie zawalil. Kazdy dzień zaczal sprawiac mi tak ogromny bol ze nie mialam ochoty podnosic glowy z poduszki. Kiedy w nocy dostalam bolu wiedzialam ze zaczelo sie. Nigdy nie zapomne tego bolu. Bol nie byl z powodu zlego samopoczucia tylko zdalam sobie sprawe ,ze juz malenstwa nie zobacze , nie pocaluje , nie dotkne. Nikt nie przejmowal sie tym dzieckiem powtarzali a przestan to byl pecherzyk ktory mial raptem 6 cm . Tak naprawde nic tam jeszcze nie bylo. Slowa ,ktore bolaly jeszcze bardziej. Mijaly kolejne dni. Zastanawialam sie czy mam zapomniec czy tak sie wgl da? Nie dalo… 12.01 minelo pol roku .. codziennie o nim mysle .. za chwile bym miala go przy sobie.. nie zycze tego bólu zadnej kobiecie. Jest to najgorsza kara jaka moglam dostac od zycia… :-( Mam nadzieje,ze kiedys oswoje sie z ta mysla i z tym ze go nie ma i nie bedzie. zawsze bede pamiętać o moim Aniolku :-(

  2. 25.02.2016 minął miesiąc od śmierci Pani Synka, dokładnie tego dnia, ja obchodziłam rocznicę odejścia mojego, odszedł w 37 tc… Za chwilę miną dwa lata, a ból nie mija. Zmienił się, nauczyłam się z nim żyć ale tęsknota jest ogromna. Książka jest potrzebna, mi, Pani i innym Mamom Aniołków.

Zostaw komentarz